Archive for Malkontent ironizujący

Malkontent – ulubiony blog wszystkich zboczuchów

Uwaga! Lojalnie ostrzegam – nie czytaj tego wpisu, jeśli nie ukończyłeś/aś jeszcze 18 lat! Niedostosowanie się do powyższego zalecenia grozi nieodwracalnym spaczeniem psychiki!

Ciekawa sprawa te blogowe statystyki. Dzięki nim mogę  dowiedzieć się ile osób odwiedza mojego bloga (malutko) oraz – co jest o niebo ciekawsze – kogo z nich przysłał tu mój wujaszek Google. Lista wklepywanych w wyszukiwarkę fraz jest niezmiernie ciekawa i rozległa, toteż pozwoliłem sobie na małą selekcję i z najciekawszych pozycji utworzyłem własne TOP3. Pozostaje mi żywić nadzieję, że ich autorzy znaleźli na moim blogu to, czego szukali.  

(proszę o werble)

Miejsce 3: bajki pornos delma

Święta idą, więc rodzice szukają prezentów dla swoich dzieci, a że te dojrzewają teraz bardzo szybko…

Miejsce 2: filmy porno z karzelkami

Umpa-Lumpy kojarzą się z kinem dla młodszej widowni, ale po godzinach najwidoczniej lubią dorabiać sobie w nieco dojrzalszych produkcjach. 

Miejsce 1: x hamlet porno

Wygląda na to, że przemysł pornograficzny sięgnął wreszcie po twórczość Szekspira. Swoją drogą ciekaw jestem obsady tego „dzieła”: Hamleta odegrał pewnie Rocco Siffredi, w rolę wilgotnej Ofelii wcieliła się Jenna Jameson, a zmarłego króla zagrał duch śp. Johna Holmesa. Reszta obsady? Cóż, reszta jest milczeniem.

Reklamy

2 Komentarze

Alle(gro) komentarze!

Baardzo często używam Internetu do zakupów: bo taniej, bo szybiej, bo większy wybór, bo z domu nie trzeba wychodzić. Szczególnie mocno upodobałem sobie dwa serwisy aukcyjne, to jest Allegro oraz – od czasu, gdy dolar stał się śmiesznie tani – EBay. Przyjęło się na nich, że po zakończonej transakcji, obie strony wystawiają sobie wzajemnie komentarze, by ułatwić później zakupy innym osobom. I ja nie jestem tutaj wyjątkiem. Najczęściej używam tego samego komentarza w hurtowych ilościach, ale od czasu do czasu zdarza mi się przebłyk oryginalności, po rzecz jasna odpowiednio długim molestowaniu swoich szarych komórek. Kilka przykładów zamieszczam poniżej. UWAGA! Komentarze pisane są w rodzaju żeńskim, gdyż choć cała rodzina korzysta z tego samego konta na Allegro, formalnie należy ono do seniorki rodu :)

Po sprzedaniu krawata:
Parafrazując kultowy już cytat z „Misia”: allegrowym krawatożercom mówimy TAK! I w ten sposób pozytyw mu się wystawiło, temu kontrahentu :)”

Po sprzedaniu ramki z Harrym Potterem:
Polecam gorąco tego kupującego. Dzięki niemu stać mnie na spłatę kolejnej raty za mojego „Nimbusa 2008″. POZYTYW! :)”

Komentarz wystawiony nocą:
Jeśli ujrzę spadającą gwiazdę i będę miała tylko jedno życzenie, to poproszę, by wszyscy, którzy kupują ode mnie przedmioty, byli tak bezproblemowi i profesjonalni jak (nick kontrahenta). Gorąco polecam! POZYTYW!

Po sprzedaniu czegoś:
Wpłaca pieniążki szybciej, niż ja je wydaję. POLECAM :)

Wybitny przykład komentarza lizodupczego…:
Sprzedawca nominowany do Oskara w następujących kategoriach: najbardziej udana transakcja, najmilszy kontakt, najsympatyczniejszy kontrahent oraz najlepszy towar. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze okazja do współpracy. OGROMNY POZYTYW!!!!!”

…a tu już wzorowy przykład komentarza lizodupczego:
Powinno się zrobić woskową figurę tego kupującego i wstawić ją do Muzeum Allegro jako eksponat na wystawie poświęconej uczciwym kontrahentom. POLECAM!!!

Komentarz polityczny:
Wysyłka szybsza od rozpędzonego Ferrari, a sprzedawca uczciwszy od wszystkich naszych polityków razem wziętych. GORĄCO POLECAM!

Komentarz wyborcy PiSu:
Transakcja tak bezproblemowa, że aż podejrzana. POLECAM!”

Za tusz do drukarki, wystawiony krótko po zremisowanym przez Polskę meczu z Austrią:
Cud, miód i orzeszki! Tusz radzi sobie lepiej z drukowaniem niż sam Howard Webb :D

Po kupieniu kwietnika:
Cud, miód i orzeszki! Dzięki temu kwiatnikowi feng shui w moim domu jest teraz w najlepszym porządku! :)”

Komentarz za osłonki do doniczki:
Osłonki spełniły swoje zadanie i świetnie… osłaniają. POLECAM!!! :)”

Po kupieniu dywanika:
Dywanik pierwsza klasa – stąpać po nim to prawdziwy zaszczyt :D Gorąco polecam!!! PO-ZY-TYW!!!”

Komentarz za kolczyki siostry:
POLECAM!!! Kolczyki są PIĘKNE! Dzięki nim moje uszy stały się bardziej atrakcyjne :)”

Po sprzedaniu płyty hip-hopowej. Z aukcji użytkownika wynikało, że to fan tego typu muzyki:
Ten pan zostawił u mnie jubileuszowy 200 komentarz, więc odpowiedź zarymuję: Szacun, ziom, za spoko transakcje/ Mam nadzieję, że kiedyś powtórzymy tę akcję/ Nikt się do Ciebie nie umywa/ więc masz ode mnie POZYTYWA! Hip-hop żyje! JOŁ!:D

Dodaj komentarz

Komedia w trzech aktach. Z morałem!

Dzisiaj będzie bardzo zwięźle. Trzy krótkie i przede wszystkim autentyczne scenki, których współautorem jestem niestety ja. Wszystkie dobitnie pokazują, że pod żadnym pozorem nie należy się mnie słuchać…

1) Miejsce akcji: Arkadia, internetowa gra fantasy. Wcielam się w postać krasnoluda, Eomira. To taki typ, co dużo gada, a jeszcze więcej pije. Podczas jednej z moich przysiadówek w tawernie ucinam sobie rozmowę ze znajomym krasnoludem. Szybko wychodzi na jaw, że myśli on poważnie o wstąpieniu do jednego z klanów (organizacja skupiająca brodatych karzełków). Oczywiście musiałem pomóc mu w podjęciu słusznej decyzji:

– E tam. Po co Ci to? Klany są dla frajerów!

Dziś ten gość jest przywódcą klanu i nikt nie może mu podskoczyć. A ja? Ja chciałem dobrze.

***

2) Miejsce akcji: mój dom, a konkretnie salon. Z nudów oglądam telepudło. Akurat na TVP4 leci pogoda, a jakiś żenujący pogodynek w czarnym swetrze macha rękami i opowiada mało śmieszne kawały. Mój komentarz był bezlitosny:

Jak sie nie ma talentu, to się zapowiada pogodę na TVP4!

Dziś pan Jarosław Kret pracuje w Jedynce i zarabia 18 tys. złotych miesięcznie.

***

3. Miejsce akcji: pokój siostry. Siedzę przed komputerem i rozmawiam przez GG z przyjaciółką, która oznajmia mi, że zaczyna się uczyć łaciny. Cóż, moja reakcja mogła być tylko jedna:

Fajnie, będziesz mogła mi kupić hot-doga w Watykanie!

Dziś Ewelina jest laureatką olimpiady języka łacińskiego.

Dodaj komentarz

Poezja

Jestem jajkiem polanym benzyną
śmierdzę przeszłością skurczoną w środku
lukruję trujące słowa – kicają w nicość
absurd wielkanocny w lokalnym wydaniu

Ten wiersz-potworek koleżanki Małgorzaty Strep został przesłany do „Cogito” (magazyn dla licealistów) na warsztaty poetyckie. Zadaniem czytelników było stworzenie wiersza składającego się ze słów: jajko, kicać, skurczony, benzyna i lukrować. Efekt wyszedł komiczny, ale cały projekt miał i swoje plusy: sprawił, że postanowiłem spróbować własnych sił w poezji. Poeta – czyż to nie brzmi dumnie?

Jako nawiedzony poeta potrzebowałem słów, z których mógłbym złożyć do kupy swoje „dzieło”. Wikipedia przyszła mi z pomocą i losowo wyrzuciła pięć haseł: Vanuatu (państewko w Oceanii), Morderstwo na plebanii (powieść kryminalna Agaty Christie) , BMW S62 (silnik auta), Voldenberg (zespół punk-rockowy) oraz Waleri Domowczijski (bułgarski napastnik).

Mając słowa mogłem przystąpić do dzieła. Rezultat przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

„Waleri Domowczijski nie żyje… Umarł?”

Waleri Domowczijski nie żyje
umarł, nie ma go już wśród nas
został zamordowany na plebanii
przez księdza-psychopatę.

Vanuatu ogłosiło nawet z tego powodu
żałobę narodową i wszyscy zaopatrzyli
się w czarne wstążki; jeżli będziesz
potrzebował czarnej wstążki nie jedź
po nią do Vanuatu – tam wszystkie
są już wykupione.

W Polce nikt nie płacze, bo to był
Bułgar, a my wiadomo…
NIE LUBIMY BUŁGARÓW!
Nie wydają reszt polskim turystom
i robią inne paskudne rzeczy za które
NIEWĄTPLIWIE PÓJDĄ DO PIEKŁA!

Życie toczy się dalej, piłka nadal jest w grze
jutro Voldenberg wydaje nową płytę
pełną zaangażowanych piosenek
i nienachalnego product placementu

Bóg!
         Honor!
                      BMW S62!

Comments (1)

O filmach inaczej #1

Filmy! Filmy! Filmy!*. Uwielbiam dobre kino, a za niektóre filmy dałbym się wręcz pociąć. Czy jednak słusznie? Oto szczery do bólu przegląd klasyki X muzy.

– „Ojciec chrzestny” – tytuł sugeruje kino familijne i słusznie. Cały film opowiada bowiem o losach pewnej włoskiej rodziny. Popis swoich aktorskich umiejętności daje nam w nim genialny Marlon Brando, obsadzony w roli starszego mężczyzny, któremu spuchły dziąsła. Ot, kameralna, ale ambitna historia o trudach starzenia się. Reżyser niepotrzebnie jednak spłycił wymowę „Ojca chrzestnego” wplatając do filmu wątki mafijne. Mafia wydaje się być w nim upchana na siłę i w połowie filmu mamy jej już serdecznie dosyć. Mafia tu, mafia tam, mafia to, mafia tamto… Ryba zawinięta w gazetę? Mafia. Odcięta głowa konia? Mafia. Nie można już nawet wyjść spokojnie po zakupy. Wiadomo, mafia. Ech, komercja panie Coppola. Wiem, że dużo strzelania przyciąga widzów, ale bez przesady! Jak mógł pan zrobić z „Ojca chrzestnego” kino gangsterskie?!

– „Zielona Mila” – film ten zbierał swojego czasu rewelacyjne recenzje, był głośno reklamowany w mediach, toteż – nie bez powodu – wiele sobie po nim obiecywałem. W końcu się skusiłem i zasiadłem do seansu. Byłem wyjątkowo skoncentrowany, nastawiony na dobre kino… I co? Wieeeelkie rozczarowanie! Co to za film o hip-hopie bez… hip-hopu?! Żadnych modnych klubów – jest tylko więzienie. Roznegliżowane panienki? Nie tym razem. Są strażnicy, ale oni nie wyglądają seksownie w mundurach. Zamiast skreczy mamy buczenie krzesła elektrycznego, a ogromny murzyn to wcale nie Notorious B.I.G.! Dobrze, że jest chociaż Eminem, choć nigdy nie myślałem, że jest on tak strasznie podobny do Toma Hanksa! Pff, nauczka na przyszłość: nie kierować się recenzjami, nawet tymi najlepszymi. Czytasz taką recenzję, a później masz wrażenie, że oglądasz zupełnie inny film niż recenzent.

– „Forrest Gump” – pozycja kultowa, ale przy okazji… całkowity plagiat z Szekspira! To on napisał, że „życie jest opowieścią idioty”. „Forrest Gump” to z kolei opowieść o życiu idioty. Reżyser całymi garściami czerpie z dzieł Williama. Wątek miłosny kończy się tragicznie, co jest oczywistą kalką z „Romeo i Julii„**, męska przyjaźń między Forrestem a Bubbą inspirowana była „Dwoma panami z Werony” (tyle, że rolę Sylwii zajęły… krewetki), a z „Hamleta” Zemeckis kradnie pewien słynny cytat i przerabia go na nieśmiertelne: „Być albo nie być pudełkiem czekoladek? Oto jest pytanie!”. Dziwię się, że przy takiej obfitości dowodów nikt jeszcze nie zgłosił tego jawnego plagiatu do sądu.

– „Pulp Fiction” – oj, Quentin, Quentin… Ja rozumiem, że można być strasznym bałaganiarzem, ale bez przesady. Trzeba było zmontować film tak, żeby kolejne sceny były ułożone w kolejności chronologicznej. Brak tego elementu powoduje straszny zamęt na ekranie, bo Vincent, który ginie gdzieś w połowie filmu, ożywa nagle pod jego koniec. To nielogiczne! Jak można było nie zauważyć tego bubla przed wypuszczeniem filmu do kin!?

*tak, to wyszukana aluzja do „Tora! Tora! Tora!” z 1970 roku.

** Z „Romea i Julii” wzięło się również „Biegnij, Forrest, biegnij!”. Mamy tam bowiem „Biegnij, Bracie Janie” – wystarczy zmienić Brata Jana na Forresta i dodać jeszcze jedno biegnij. Prawda, że teraz to oczywiste?

Dodaj komentarz

Niezbędnik każdego malkontenta

Miewasz dni, podczas których zauważasz nagle, że Słoneczko świeci jaśniej, a niebo jest bardziej błękitne niż zwykle? Dni bezustannego uśmiechania się, sypania na prawo i lewo komplementami oraz dziwnego wrażenia, że calutki świat Cię kocha? Krótkie, aczkolwiek groźne okresy wzmożonej bezinteresowności i wiary w ludzkie dobro? Jeżeli tak, to spokojnie – jesteśmy w końcu ludźmi, a tym od czasu do czasu zdarzają się podobne chwile słabości. Jeżeli jednak chwile te niebezpiecznie się przedłużają, a opisane powyżej dni zamieniają się w miesiące, a miesiące w – nie daj Boże! – lata, to muszę Cię zmartwić: chorujesz, i to poważnie. Diagnoza? Zanik polskości!

Na całe szczęście – wcześnie wykryta – choroba ta jest całkowicie uleczalna, jednakże nie leczona może spowodować trwały zanik genu odpowiedzialnego za polskość, a tym samym utratę zdolności posługiwania się polszczyzną, która jest wszak dla narzekania tym, czym dla opery język włoski (gen powiązany ze zdolnością mowy w języku Masłowskiej* został przewrotnie nazwany genem Jacksona Pollocka). Żeby zapobiec temu przykremu procesowi należy podjąć specjalistyczną terapię, tzw. Terapię Czterech Kroków.

Terapia ta – jak sama nazwa wskazuje – składa się z czterech drastycznych etapów, po przebyciu których nawet największy optymista kompletnie się załamie i straci wiarę w ludzi. Nie, to za mało powiedziane – straci wiarę w CAŁĄ LUDZKOŚĆ. Tak, teraz jest już dobrze i odpowiednio dramatycznie.  Panowie i panie, bez zbędnego przedłużania, mam zaszczyt przedstawić Niezbędnik Każdego Malkontenta! 

Etap I: Czytanie komentarzy użytkowników różnych portali internetowych.
Opinie z Onetu, Wirtualnej Polski czy też Interii łączy jedno: wszystkie są jednakowo przerażające. Tak naprawdę przerażająca jest jednak świadomość tego, że każdą z tych nieczułych, chamskich i wyjątkowo nieortograficznych opinii mógł napisać nasz sąsiad, kolega z klasy czy też nawet najbliższy przyjaciel, któremu do głowy uderzyła anonimowość jaką niesie ze sobą Internet. Nie będę od razu upierał się przy tym, że twój ojciec to tak naprawdę Czuły_Wojtek czy inny tam Jasiu Śmietana, ale ktoś te nonsensy po Internecie musi rozpuszczać… Choć nie! Zawsze możemy się łudzić. Przecież o wiele bardziej prawdopodobna jest wersja z małpą, która to ucieka ze zoo, dobiera się do czyjegoś komputera i chaotycznie tłukąc w klawiaturę wciska przypadkowe litery. Te równie przypadkowo układają się w liczący pięćset słów zjadliwy komentarz o aktualnej sytuacji politycznej Polski.

Etap II: Oglądanie programów z udziałem polskich polityków
Debaty? Dyskusje? Nie rozśmieszajcie mnie. Czy chociaż raz jeden z biorących udział w takich dyskusjach polityków powiedział „przekonał mnie pan”, „ma pan rację” czy też „rzeczywiście, myliłem się”? Nie. Oni przychodzą do studia, rozsiadają się wygodnie w skórzanych fotelach, a zaraz potem ich mózgi robią takie cichutkie PYK! – Słuchanie:OFF, Gadanie:ON. I gadają, każdy odpala swój monolog, nie ważne co tam bełkocze przeciwnik. W międzyczasie jest jeszcze wzajemne przerywanie sobie i obrzucanie się wyzwiskami. Oni mogą tak godzinami. A my? My możemy co najwyżej rzucić kapciem w telewizor. 

Etap III: Czytanie przypadkowych notek z blogów założonych na Mylog.pl
Jeżeli poprzednie dwa etapy jeszcze Cię nie złamały, to przyznaję – jesteś wyjątkowo hardy. Do czasu. Etap trzeci to bowiem blogerowe koszmarki „Made in Mylog”. Wystarczy, że wejdziesz na stronę główną tego portalu młodych, zdolnych ludzi, a potem rzucisz okiem na kolumnę po prawej stronie. „Najnowsze notki” – brzmi niepozornie, ale to spaczy Ci psychikę. Obiecuję. Nie wierzysz? Sam zobacz. Notek jest zawsze dwadzieścia, ale nie dotrwasz nawet do dziesiątej.  Poniżej kilka przykładów. Litościwie bez adresów.

Już pierwsza notka była równie genialna co treściwa. Tytuł: „Aaaa!„. Treść: „Która to już godzina? 4:18 .. rekordzik xD. Dobra, spadam kimać. Dobranoc ((;„. No cóż, nie byłbym sobą, gdybym to zostawił bez komentarza. W końcu jakaś solidarność między twórcami blogów musi być, co nie? „Ty to nazywasz rekordem? Pff, nie rozśmieszaj mnie. Ale trenuj, może kiedyś chociaż trochę zbliżysz się do mojego osiągnięcia, bo o pobiciu go możesz co najwyżej pomarzyć :D” Komentarz zostawiłem o 5:11 rano.

Drugi blog – ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu – okazał się być sprytnie strzeżony hasłem (informacji o haśle towarzyszyło „Oj, nie tak łatwo ;)”, wobec czego jako hasło wpisałem „Oj, a może jednak? ;)”, ale nic z tego nie wyszło; nawet tradycyjne „masło” nie pasowało). Przy trzecim blogu nie miałem już takich problemów. Tytuł notki: „My story…„. Notka była długa, ale zamieszczam fragment do którego odniosłem się później w komentarzach:

Ostatnio miałam fajny sen x)
Jechałam z mamą na beaglówkę (czyt. biglówkę ). Jechałysmy cztery godziny, a znalazłyśmy się miedzy MCdonaldem a Faworem, któr znajdują się osiedle dalej. Nikogo tam nie było wiec moja mama i moj pies się zmyli. Nagle sie znalazłam w takim dosc ciemnym pomieszczeniu, ale wszystko widziałam. Były tam jakies Dody i Mandaryny. Nagle zobaczyłam Shannona Leto. Wygladał jak zawsze x) Ja mu dałam moj aparat i zobaczyłam Jareda! te oczy… no rewelacja. Shann zrobił nam kilka fotek. Nie potrafił na poczadku obsługiwac mojego aparatu wiec tak stałam przytulona do Jareda szykując sie na foto. Potem dostałam buziaka w policzek ;)
Spodkałam mysze i poszłysmy do takiej restauracji ktora nie istnieje. Wchodzimy, patrzymy a tam Jared :D i znowu pare fotek. Poźniej w śnie się obudziłam i chciałam zgrac zdjecia na kompa a ich nie było… Za chwile mama obudziła mnie na serio.
Ale był fajny :D noo… juuu…
„.

I tutaj moja przynależność do mrocznego świata bloggerów dała o sobie znać. Po otrząśnięciu się z chwilowego szoku popełniłem drugi tej nocy komentarz.

„Mi czasami się śni, że jestem szaloną krową (nie dużą, nie przesadnie małą, ale taką średnią), która człapie sobie na dwóch nogach po mieście. Mijający mnie ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Jako krowa wyjątkowo słaba psychicznie nie wytrzymuję ich spojrzeń, chwytam za jedno ze swoich wymion i strzelam naokoło mlekiem. Pojawia się wojsko, które bierze mnie za krowę-terrorystkę. Próbuję im wyjaśnić, że nie należę do Al-Kaidy, ale wtedy odkrywam, że… mam długą brodę i turban! Wojsko zaczyna do mnie strzelać, ja zaczynam muczeć i wtedy się budzę.

No cóż, interpretacja mojego snu jest stosunkowo prosta – daje o sobie znać ukryta niepewność seksualna, w końcu powinienem być bykiem, a nie krową. Co do twojego snu, to to ciągłe robienie sobie fotek świadczy o twoim okropnym narcyzmie, a początkowa jazda z matką też nie wróży niczego dobrego. Słowem – chyba oboje musimy się leczyć :D”

Wyczerpany zabrałem się za kolejną, ostatnią już notkę. Tytuł: „Pierwsza Notencja:)„. Treść, podobnie jak w przypadku pierwszej notki, krótka i zwięzła: „Hejka! To jest mój pierwszy blog na mylog! Jeszcze tak dużo nie umiem..ale wstawiłam muzykę,wstawiłam avatara,umiem wstawiać obrazki. i takie tam jeszcze rzeczy…;)Mam nadzieję, że blog wam się spodoba;) Plisska dajcie mi komciaki;)

Całości dopełniał gustowny obrazek z myszą… Nie wiem czemu, ale nie miałem serca dołować dziewczyny już na starcie jakimś złośliwym komentarzem, ale to pewnie przez zmęczenie. Grzecznie i po cichutku opuściłem różowego do granic możliwości bloga. W ogóle, to te blogi z Myloga aż się proszą o oddzielną notkę, ale to może kiedyś.

Etap IV: Obejrzenie tego teledysku  
Co tu dużo mówić – sam Mickiewicz pozazdrościł by pięknych rymów. A i tematyka sercu bliska, bo któż z nas nie próbował kiedyś założyć własnego składu hip-hopowego? Fury, złoto na szyi i półnagie kobiety – to robi wrażenie. Z pewnością zrobiło je na KDK, składzie, który teraz zapoznaje nas ze swoimi początkami (sądząc po uroczych buźkach członków ekipy,  początki te nie zbiegały się raczej w czasie z Wielkim Wybuchem). Historia składu jest jednak tylko tłem. Autorzy bowiem, przy użyciu dosadnego języka ludzi ulicy, tak naprawdę zapoznają swoich słuchaczy z problemami współczesnego blokowiska: „kurwami”, alkoholizmem i narkomanią. Nie popadają jednak przy tym w tanie moralizatorstwo, choć nie boją się pójść pod prąd i odważnie przyznać, że „z nałogami walczę”. Pokazują nawet zdjęcia napojów i używek, których ich fani powinni się wystrzegać. Teledysk kończy czarna plansza z wiadomością od KDK: „Życie jest ciężkie ale razem damy radę JOŁ!”, ale i bez tej puenty najważniejszy przekaz płynący z tego utworu jest dla każdego jasny. Prawdziwa męska przyjaźń zniesie wszystko.

Pod względem technicznym też jest doskonale – część ujęć kręcona „z ręki” (podobny zabieg zastosował Spielberg w swoim „Szeregowcu Ryanie” – teraz już wiemy od kogo się tego wszystkiego nauczył), ale pojawiają się i ujęcia statyczne. Sam pomysł, by całość nakręcić telefonem komórkowym był – nie bójmy się tego powiedzieć – genialny. Dzięki temu celowemu zabiegowi skupiamy się na treści utworu, a nie towarzyszącej mu oprawie… Słowem – KDK, skład, któremu ambitny hip-hop nie jest obcy.

No, to już koniec terapii. I co, złamałem Cię? Głupio pytam – pewnie, że tak! Ta terapia popsuje humor każdemu. I dobrze, teraz nie tylko ja będę malkontencił i narzekał. Śmiało, wypłacz się, od czego są w końcu komentarze. Tylko po wszystkim wydmuchaj nos w chusteczkę. Porządnie.

* Języki narodowe przyjęło się nazywać nazwiskami najwybitniejszych literatów. Język niemiecki to przykładowo język Goethego, językiem Szekspira określamy oczywiście angielski, więc na naszą reprezentantkę w świecie wytypowałem Masłowską.

Dodaj komentarz

McWiki prawdę Ci powie

Kojarzycie Wikipedię? Po co ja właściwie pytam… pewnie, że tak! W końcu nie znać jej to dziś wstyd, sporządzić dla niej kilka haseł to z kolei powód do prawdziwej dumy, a już mieć w Wikipedii hasło o sobie samym to zupełnie tak jakby stać tylko szczebel niżej od samego Wszechmogącego. Wiki to marka równie znana i poważana co Coca-cola. Właściwie śmiało można ją porównać do McDonaldsa – ma na świecie równie dużo przeciwników co zwolenników, każdy o niej słyszał i każdy też chociaż raz w życiu z niej skorzystał. Idąc dalej tym samym tropem hasła to dobrze wysmażone Bic Maci, indeks haseł to nic innego jak menu, a… Dobra, chyba się zapędziłem.

Uznając nieomylność Wikipedii za pewnik, bezgranicznie jej ufając i mając na podorędziu całą masę skomplikowanych, egzystencjalnych pytań, na które odpowiedzieć nie mógłby mi żaden śmiertelnik, postanowiłem zwrócić się z nimi do niej. Znajdując się na stronie głównej zadawałem pytanie (głośno i wyraźnie – to bardzo ważne!), a następnie klikałem na „losuj stronę”. Wikipedia – po wysłuchaniu mojego pytania – wyświetlała zdawałoby się przypadkowy wpis, a ja próbowałem to zinterpretować i złożyć do kupy.

Zacząłem od razu z grubej rury – dlaczego na świecie jest tyle zła?

SPEC (organizacja) – SPEC (Standard Performance Evaluation Corporation) – założona w 1988 r. organizacja z siedzibą w Warrenton, Virginia, zajmująca się ustanawianiem standardowych benchmarków oceniających wydajność komputerów.

Wiedziałem, że to wina zakichanych komputerowców! Całymi dniami przesiadują przed tymi swoimi małymi komputerkami, niby na sex-chatach, a tak naprawdę kombinują między sobą, jakby tu popchnąć cały świat w objęcia chaosu i anarchii. Nie bez powodu w Internet Explorerze w prawym dolnym rogu znajduje się malutka ikonka przedstawiająca Ziemię – ten widok ma ich ciągle mobilizować! Myślałeś, że oni stukają tak głośno w klawiaturę, bo muszą? I nie dziwiłeś się, że na twoją prośbę, by robili to ciszej, zanosili się maniakalnym śmiechem i zaczynali wręcz bębnić w klawisze? Oni kochają zło, w jakiejkolwiek postaci.

Wiedząc już, że to nie Masoni, a komputerowcy odpowiadają za całe zło na świecie,  zadałem kolejne pytanie, choć powiązane z poprzednim – Co w takim razie mamy zrobić, żeby świat był lepszy?

Głęboka (powiat ząbkowicki)wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie ząbkowickim, w gminie Ziębice.

Wikipedia, wbrew moim oczekiwaniom, nie wyświetliła wpisu o słabych punktach komputerowców, tudzież listy sposobów ich eksterminacji, może dlatego, że byłoby to za łatwe i zdecydowanie za brutalne rozwiązanie. Zamiast tego poczęstowała mnie informacją o konkretnym miejscu, co można rozumieć na kilka sposobów: a) mamy tam wysłać wszystkich komputerowców, a następnie całość odgrodzić od reszty świata wysokim murem wyposażonym w wieżyczki z karabinami maszynowymi, tworząc w ten sposób futurystyczne więzienie b) sami mamy się tam wyprowadzić, by żyć zgodnie z naturą z dala od cywilizacji śmierci. Granie na fletni i wypasanie krów i owiec uchroni nas przed złem ze strony wstrętnych komputerowców c) w tej wsi narodzi się komputerowy mesjasz, którzy – jako, że jest to wieś – nie będzie miał tam dostępu do żadnego komputera, co spowoduje u niego frustrację i wielką niechęć do wszystkiego, co z komputerami związane. Wyjedzie więc do wielkiego miasta, gdzie też będzie się kształcił na informatyka i wyrośnie na największego żyjącego hakera. Następnie wymyśli wirus, który zainfekuje każdy komputer na świecie i spowoduje, że wszystkie co do jednego powybuchają. Komputerowcy nagle oprzytomnieją i zrozumieją, iż przez lata byli kontrolowani przez wrogie maszyny. Wśród kwiatów licznie spadających z bezchmurnego nieba, komputerowcy (ci we flanelowych koszulach i o mocno przetłuszczonych włosach) pojednają się z resztą cywilizacji. Klasyczny Happy End.

Na koniec, na fali aktualnych wydarzeń, zapytałem jakim cudem kobieta została prezydentem Indii.

Gołocin – Nazwa tego hasła odnosi się do więcej niż jednego pojęcia.

Wiki załadowała wpis z nazwami dwóch polskich wsi. Nie ma co, odpowiedziała na moje pytanie w sposób niezwykle zabawny, co dziwi, koniec końców sama jest kobietą. A wylosowaną stronę zinterpretowałem tak – skoro już nawet takie dziury jak Gołocin doczekały się wpisów na Wikipedii, to równie dobrze kobieta może być prezydentem Indii. Po prostu w takich cudacznych/śmiesznych czasach żyjemy :)

Comments (1)

%d blogerów lubi to: