Archive for Sierpień, 2009

Limeryk kompleksowy

Pewien znany skoczek rodem z Wisły
miał kombinezon bardzo obcisły
w okolicach kroku
i przy każdym skoku
bałamucił dziewczęce umysły.

Dodaj komentarz

Deadlands: Ładunek

W tym odcinku w rolach głównych wystąpią:

Przemysław – złowrogi Mistrz Gry – odgrywa role małych dziewczynek, strasznych potworów, zdradzieckich zbójców oraz niecnych profesorów,

Andrzej – kapitan Charles Hoffman – młodziutki DOWÓDCA oddziału, który stopień oficerski zawdzięcza ojcu-generałowi; misja to jego chrzest bojowy, gdyż dotychczas siedział bezpiecznie w sztabie,

Rafał – kapral William Silverstone – były górnik w sile wieku,  drużynowy SAPER oraz pan złota rączka w jednym; do wojska zaciągnął się, żeby odnaleźć swojego młodszego brata, Rogera, który związany był z tajnym wojskowym projektem Superżołnierz,

Adam – kapral Pablo Alvarez – STRZELEC wyborowy, chciwiec, posiadacz gadającej papugi (nauczył ją pięciu zwrotów: tak, nie, mało, dużo, suchar).

***

Oddział dostaje delikatne zadanie – należy poznać losy zaginionego transportu, który przewoził bardzo ważny dla wojska ładunek. Sam ładunek trzeba przejąć lub zniszczyć. Ponadto nasi żołnierze muszą odnaleźć pewnego profesorka oraz pozbyć się wszystkich świadków. Sprawę komplikuje jednak fakt, iż owym ładunkiem jest żądna krwi bestia (o czym gracze póki co nie wiedzą).

Wszystkie dzieci nasze są

Oddział rusza do Sierra Madre. Miasto okazuje się być wyludnione. Na jego ulicach walają się zmasakrowane przez tajemniczą bestię szczątki mieszkańców. Gracze natrafiają jednak na malutką Annabelle, kilkuletnią dziewczynkę. Po burzliwej debacie dowódca postanawia ją przygarnąć.
Saper: Po co nam ona?
Dowódca: To coś jej nie zabiło.
Saper: No i? Chcesz się zasłaniać dzieckiem przed potworem?
Dowódca: Jeśli to będzie skuteczne…

Freudowskie przejęzyczenie

Oddział w końcu dociera do pociągu z ładunkiem. Saper rozwala jeden z wagonów, z którego wychodzi poszukiwany przez nich profesor. Zagaduje go gracz, który niedawno wrócił z pielgrzymki na Jasną Górę i jeszcze tego porządnie nie odespał:
Dowódca: Proszę księdza… znaczy profesora…

No shit, Sherlock!

Akt I: Chwilę przed sesją.

Tworzenie postaci przed sesją zajmuje strasznie dużo czasu, uznaliśmy więc, że tym razem niezastąpiony Mistrz Gry przygotuje je odpowiednio wcześniej pod preferencje graczy. Jak ustalono, tak też zrobiono. Przed rozpoczęciem rozgrywki Rafał pochwalił się jednak, że nie przeczytał historii swojej postaci.
Mistrz Gry:  Zapoznałeś się już z kartą postaci?
Rafał: Yhy.
Mistrz Gry: Nie masz żadnych pytań?
Rafał: Nie.
Mistrzy Gry: Przy losowaniu statystyk miałeś niefart. Andrzej i Adam wylosowali po Jokerze, więc mają pewne bajery, ale za to Ty masz dla równowagi bardzo rozbudowany wątek osobisty w scenariuszu.

Akt II: W trakcie sesji.

Oddział przesłuchuje Profesora na temat potwora.
Profesor: Nie mogę wam za wiele zdradzić… to tajny wojskowy projekt (Mistrz Gry rzuca okiem na Sapera).
Dowódca: Proszę mówić!
Profesor: Cóż, chcieliśmy stworzyć Superżołnierza (kolejny rzut okiem w stronę Sapera). W tym celu badaliśmy właściwości promieniotwórcze Upiorytu… na moim asystencie, Rogerze (i jeszcze jeden rzut – gracz nadal niczego się nie domyśla).
Dowódca: Roger? A jak miał na nazwisko?
Profesor: Silverstone.
Dowódca: (do Sapera) To tak jak ty.
Saper: (zagląda w kartę postaci – następuje chwila nerwowego czytania pięciolinijkowej historii Sapera) TO MÓJ BRAT!

Mol książkowy

Rozkaz dowództwa był jasny: zlikwidować wszystkich, którzy widzieli ładunek. Profesor jest więc wściekły, że gracze nie pozbyli się jeszcze Annabelle.
Profesor: Ona widziała ładunek. Musicie ją zabić.
Saper: Sam ją zabij.
Profesor: Jestem człowiekiem nauki i posługuję się książką. Wy jesteście żołnierzami i waszym narzędziem pracy jest pistolet.
Saper: No to zabij ją książką.

Kluczyki od czołgu

Jakiś czas później. Saper i strzelec zastanawiają się nad tym, jakby tu posunąć akcję do przodu. Ich narada trwa w najlepsze, podczas gdy gracz odgrywający Dowódcę prawie już zasnął. Nagle, leżąc na podłodze, wtrąca się:
Dowódca: Może naprawimy telegraf i wyślemy do dowództwa prośbę o wsparcie?
Saper i strzelec: (szczere uznanie) Wooooow. Genialny pomysł. Sztona mu.
Mistrz Gry: (dając mu czerwonego sztona) Przez sen bełkocze bardziej sensownie niż na jawie.

Dziwny przypadek Benjamina Pótwora

Gracze odkrywają hangar z ornitopterem (takim dwuosobowym samolotem). Profesor chce nim odlecieć i próbuje przekonać do swojego pomysłu kapitana. Po długich negocjacjach Dowódca się na to zgadza, ale pod warunkiem, że poleci z profesorem, a potem wróci do oddziału.  Obaj wsiadają za stery i po chwili wznoszą się w powietrze, gdy nagle zza drzew wyskakuje Potwór i chwyta się kadłuba. Dochodzi do finałowej walki w przestworzach. Potwór pazurami prawie zabija Dowódcę, który wydaje na leczenie większość swoich sztonów. Ogniem z ziemi wspiera go Strzelec. Jako, że ornitopter znajduje się w ruchu, to poziom trudności testu strzelania wynosi 9.  Pierwszy rzut pięcioma kostkami k12 – nic nie wchodzi, drugi – również pudło. Strzelec wydaje 4 białe sztony na kolejne kostki, ale i tym razem nie udaje mu się wyrównać lub pobić poziomu trudności testu.
Mistrz Gry: Rzucić w sumie 14k12 i nie wyturlać ani jednej 9, 10, 11 lub 12 ? To statystycznie niemożliwe!

Dalszy ciąg walki. Strzelec w końcu przełamuje niemoc, Dowódca także dokłada swoje trzy grosze trafiając potwora serią z pokładowego karabinu maszynowego. Bestia musi uznać wyższość przeciwników – podziurawiona ołowiem spada na ziemię.
Mistrz Gry: (zastanawiając się, czemu walka z finałowym bosem zakończyła się bez ofiar śmiertelnych) Niech to! Zapomniałem o tym, że ja też mam sztony!

2 komentarze

Limeryk geriatryczny

Pewien wiekowy poeta z miasta Himera
straszliwie się powtarzał wskutek Alzheimera.
Pisząc limeryk nigdy nie pamiętał,
czy dopiero zaczął, czy to już puenta…
Pewien wiekowy poeta z miasta Himera

Dodaj komentarz

%d blogerów lubi to: