Archive for Lipiec, 2007

McWiki prawdę Ci powie

Kojarzycie Wikipedię? Po co ja właściwie pytam… pewnie, że tak! W końcu nie znać jej to dziś wstyd, sporządzić dla niej kilka haseł to z kolei powód do prawdziwej dumy, a już mieć w Wikipedii hasło o sobie samym to zupełnie tak jakby stać tylko szczebel niżej od samego Wszechmogącego. Wiki to marka równie znana i poważana co Coca-cola. Właściwie śmiało można ją porównać do McDonaldsa – ma na świecie równie dużo przeciwników co zwolenników, każdy o niej słyszał i każdy też chociaż raz w życiu z niej skorzystał. Idąc dalej tym samym tropem hasła to dobrze wysmażone Bic Maci, indeks haseł to nic innego jak menu, a… Dobra, chyba się zapędziłem.

Uznając nieomylność Wikipedii za pewnik, bezgranicznie jej ufając i mając na podorędziu całą masę skomplikowanych, egzystencjalnych pytań, na które odpowiedzieć nie mógłby mi żaden śmiertelnik, postanowiłem zwrócić się z nimi do niej. Znajdując się na stronie głównej zadawałem pytanie (głośno i wyraźnie – to bardzo ważne!), a następnie klikałem na „losuj stronę”. Wikipedia – po wysłuchaniu mojego pytania – wyświetlała zdawałoby się przypadkowy wpis, a ja próbowałem to zinterpretować i złożyć do kupy.

Zacząłem od razu z grubej rury – dlaczego na świecie jest tyle zła?

SPEC (organizacja) – SPEC (Standard Performance Evaluation Corporation) – założona w 1988 r. organizacja z siedzibą w Warrenton, Virginia, zajmująca się ustanawianiem standardowych benchmarków oceniających wydajność komputerów.

Wiedziałem, że to wina zakichanych komputerowców! Całymi dniami przesiadują przed tymi swoimi małymi komputerkami, niby na sex-chatach, a tak naprawdę kombinują między sobą, jakby tu popchnąć cały świat w objęcia chaosu i anarchii. Nie bez powodu w Internet Explorerze w prawym dolnym rogu znajduje się malutka ikonka przedstawiająca Ziemię – ten widok ma ich ciągle mobilizować! Myślałeś, że oni stukają tak głośno w klawiaturę, bo muszą? I nie dziwiłeś się, że na twoją prośbę, by robili to ciszej, zanosili się maniakalnym śmiechem i zaczynali wręcz bębnić w klawisze? Oni kochają zło, w jakiejkolwiek postaci.

Wiedząc już, że to nie Masoni, a komputerowcy odpowiadają za całe zło na świecie,  zadałem kolejne pytanie, choć powiązane z poprzednim – Co w takim razie mamy zrobić, żeby świat był lepszy?

Głęboka (powiat ząbkowicki)wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie ząbkowickim, w gminie Ziębice.

Wikipedia, wbrew moim oczekiwaniom, nie wyświetliła wpisu o słabych punktach komputerowców, tudzież listy sposobów ich eksterminacji, może dlatego, że byłoby to za łatwe i zdecydowanie za brutalne rozwiązanie. Zamiast tego poczęstowała mnie informacją o konkretnym miejscu, co można rozumieć na kilka sposobów: a) mamy tam wysłać wszystkich komputerowców, a następnie całość odgrodzić od reszty świata wysokim murem wyposażonym w wieżyczki z karabinami maszynowymi, tworząc w ten sposób futurystyczne więzienie b) sami mamy się tam wyprowadzić, by żyć zgodnie z naturą z dala od cywilizacji śmierci. Granie na fletni i wypasanie krów i owiec uchroni nas przed złem ze strony wstrętnych komputerowców c) w tej wsi narodzi się komputerowy mesjasz, którzy – jako, że jest to wieś – nie będzie miał tam dostępu do żadnego komputera, co spowoduje u niego frustrację i wielką niechęć do wszystkiego, co z komputerami związane. Wyjedzie więc do wielkiego miasta, gdzie też będzie się kształcił na informatyka i wyrośnie na największego żyjącego hakera. Następnie wymyśli wirus, który zainfekuje każdy komputer na świecie i spowoduje, że wszystkie co do jednego powybuchają. Komputerowcy nagle oprzytomnieją i zrozumieją, iż przez lata byli kontrolowani przez wrogie maszyny. Wśród kwiatów licznie spadających z bezchmurnego nieba, komputerowcy (ci we flanelowych koszulach i o mocno przetłuszczonych włosach) pojednają się z resztą cywilizacji. Klasyczny Happy End.

Na koniec, na fali aktualnych wydarzeń, zapytałem jakim cudem kobieta została prezydentem Indii.

Gołocin – Nazwa tego hasła odnosi się do więcej niż jednego pojęcia.

Wiki załadowała wpis z nazwami dwóch polskich wsi. Nie ma co, odpowiedziała na moje pytanie w sposób niezwykle zabawny, co dziwi, koniec końców sama jest kobietą. A wylosowaną stronę zinterpretowałem tak – skoro już nawet takie dziury jak Gołocin doczekały się wpisów na Wikipedii, to równie dobrze kobieta może być prezydentem Indii. Po prostu w takich cudacznych/śmiesznych czasach żyjemy :)

Reklamy

Comments (1)

Szymon Majewski Dno

Nie wiem jak i dlaczego, ale prawdopodobnie w pewnym momencie po prostu zaczęliśmy promować beztalencia. I tak oto na naszych oczach zawrotne kariery robią piosenkarki bez głosu*, aktorzy tak drewniani, jakby ich sam Gepetto strugał czy też blond kompozytorzy nagrywający w kółko tę samą piosenkę. No i oczywiście kiepscy satyrycy, komedianci od siedmiu boleści, na czele których stoi Szymek Majewski i jego „szoł”.

Zasadniczo mógłbym wytknąć temu panu beznadziejne poczucie humoru, ale nie zrobię tego, bo samo to, że Żałosny Żart Prowadzącego jest śmieszniejszy niż większość jego improwizowanych żartów w ciągu całego programu mówi samo za siebie. Nie będę też krytykował stylu ubierania się Szymona, bo sam nie ubieram się lepiej, a i konwencja programu tego od niego wymaga. Wystarczy udawać, że kicz jest cool, a ludzie to kupią. Zawsze kupowali, prawda panie Warhol? 

Ale jednego Szymkowi wybaczyć nie mogę. Mianowicie chodzi mi tutaj o ten jego paskudny nawyk śmiania się z własnych żartów. Szymuś powie coś śmiesznego i natychmiast zanosi się tym swoim charakterystycznym chichotem, zupełnie jakby chciał zasugerować publiczności, że to jest ta scena, w której widownia wybucha śmiechem. Toż to nie przystoi żadnemu szanującemu się komikowi/satyrykowi. Żałość, żałość i jeszcze raz żałość.

Zachodzę również w głowę, dlaczego ten program nazywa się w ogóle „Szymon Majewski Show”. Rozumiem, Majewski jest jego gospodarzem. OK, ale przyjrzyjmy się strukturze programu troszkę dokładniej. Zasadniczo SMS składa się z trzech faz, a przynajmniej składał się w czasach, gdy go jeszcze oglądałem:
Faza I – Majewski prezentuje różne wcześniej przygotowane przeróbki filmowe.  Sam ich oczywiście nie przygotowywał, w końcu od czego ma cały sztab ludzi.  On jedynie ogranicza się do zapowiada/komentowania filmików. Zapowiada też reklamę. Robi to we własnym mniemaniu wyjątkowo śmiesznie, ale od czasów „Mamy Cię!” niewiele się w tej materii  zmieniło na lepsze. Niestety.
Faza II – Szymek zaprasza gości. O ile wcześniej jego szoł robił bliżej nie znany sztab ludzi, tak teraz rola ta spada na barki zaproszonych gości, którzy opowiadają parę ciekawych anegdot. Potem następuje „Końca nie widać”, teleturniej składający się z pytań dotyczących kilku scenek znalezionych na YouTubie.
Faza III – „Rozmowy w tłoku”**. Tu rola Szymona również jest marginalna i ogranicza się do kilku tekstów, wcześniej oczywiście ułożonych przez autorów całego scenariusza. Pierwsze skrzypce grają w/w autorzy oraz aktorzy.

***

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć krótki fragmencik artykułu „Kicz w dobrym stylu„, który ukazał się kiedyś w Gazecie Wyborczej (13 czerwca 2007r.):

„Szymon Majewski Show” był wzorowany na amerykańskich „Saturday Night Live”, „The Tonight Show with Jay Leno” czy „David Letterman Show”.

Czytając to zachodziłem w głowę, jakim cudem mogłem tego wzorowania się wcześniej nie zauważyć. Przecież każdy z w/w programów znam i każdy – no, może z wyjątkiem Lettermana – uważam za wyjątkowo śmieszny. Dlaczego więc nie śmieszny mnie „Szymon Majewski Show”? Moje wątpliwości rozwiało jednak kolejne zdanie, po lekturze którego wszystko stało się jasne jak słoneczko.

Bierzemy z Zachodu format i dopasowujemy pod osobowość polskiego prowadzącego.

* te jednak brak głosu nadrabiają często innymi atrybutami. Dwoma dużymi, silikonowymi atrybutami.
** Czy tylko ja uważam, że tę nazwę wymyślił jakiś wyjątkowo nudzący się przedszkolak?

Dodaj komentarz

Pewnego razu na Dziwnym Zachodzie

Testosteron buzujący w powietrzu, coca-cola, karty, świeczki (najklimatyczniejsze są czarne, ale tych nie mieliśmy akurat pod ręką. Jest nauczka na przyszłość – przed sesją należy się w takowe zaopatrywać w specjalistycznym sklepie dla satanistów), sztony pokerowe, plastikowe żołnierzyki i kości, które mają więcej/mniej ścianek niż standardowe sześć. Słowem – sesja RPG. Pierwsza profesjonalna (powiedzmy, choć to dosyć szumne słowo) sesja, jaką miałem przyjemność prowadzić na żywo. I to od razu w Deadlands, mój ulubiony system. Cytując pewnego współczesnego myśliciela – „I like. Nice!”

Deadlands, czyli western po przejściach. Gracze – w ilości AŻ dwóch – wcielili się w twardych cowboy’ów, w niczym nie przypominających tych znanych z „Tajemnic Brokeback Mountain”. Obaj trafili do skorumpowanego do granic możliwości miasteczka, które trzymał w garści tajemniczy Masters oraz jego prawa ręka, Kaminsky.

Pierwszy gracz objał funkcję zastępcy szeryfa i natychmiast… dał się skorumpować. Przy układaniu scenariusza założyłem, że – jako ten dobry – zdecydowanie odmówi, a łapówkę, którą próbowano mu wręczyć, każe doręczycielowi głęboko wsadzić, i to bynajmniej nie w kieszeń. Tymczasem wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. I dobrze, było ciekawiej. Drugi gracz wcielił się za to w Łowcę Nagród. Zasadniczo miał łazić po mieście, strzelać do ludzi jak do kaczek, pluć na podłogę, perfidnie omijając przy tym spluwaczkę, dłubać sobie wykałaczką między zębami i robić szeroko rozumiany sztuczny tłok.

Sesja rozpoczęła się o 24.00 i skończyła o 4.00 nad ranem. Gracze szczęśliwie przeżyli, czego nie można powiedzieć o czarnych charakterach naszej przygody. Poniżej zamieszczam kilka tekstów, wszystkie z pamięci, wraz z kontekstem niezbędnym do ich choć częściowego zrozumienia.

Kropla drąży skałę tudzież wyliczanka.
Gracz odgrywający zastępcę  szeryfa postanawia zakwaterować się w hoteliku. Wita go oczywiście upudrowana recepcjonistka z odpowiednio dużym dekoltem. Po części oficjalnej (przekazanie klucza oraz wpis do księgi gości) następuje część nieoficjalna.
Recepcjonistka: (zalotnie) Życzy pan sobie towarzystwa?
Zastępca: Nie.
Recepcjonistka: Mamy czarne…
Zastępca: Nie.
Recepcjonistka: Azjatki…
Zastępca: Nie.
Recepcjonistka: Stare… młode…
Zastępca: Nie.
Recepcjonistka: Po dwie… trzy…
Zastępca: Nie.
Recepcjonistka: (dziwnie) Mamy też chłopców…
Zastępca, jako człowiek z zasadami, noc spędził samotnie.

Ostatni sprawiedliwy
Do naszego ulubionego zastępcy przychodzi roztrzęsiony klecha. Księżulek chce zgłosić, że próbowano go zastraszyć. Konkretnie to próbował go zastraszyć Kaminsky, pomniejszy schwarzcharakter rozgrywanej przygody. Na nieszczęście ojczulka, ten sam Kaminsky próbował wcześniej przekupić naszego zastępcę. Skutecznie.
Zastępca: Dawno ksiądz przyjechał do miasta?
Klecha: Wczorajszym pociągiem…
Zastępca: (przeciągając) A więc tym samym co ja. Tyle, że ja przez ten czas zdążyłem już poznać panujące w mieście zasady…
I pomyśleć, że gracz odgrywający zastępcę jest w normalnym życiu ministrantem :D

Ostatni sprawiedliwy kontratakuje
W saloonie dochodzi do strzelaniny między młodzieńcem, mieszkańcem miasta a jednym z ludzi Mastersa. Kończy się ona śmiercią tego pierwszego, co też – nie dziwota – załamało jego narzeczoną. Do akcji wkracza zastępca. Szybko ustala dwie wersje wydarzeń:
a) Wersja zabójcy – mężczyźni grali w karty, gdy nagle młodzieniec zrobił gwałtowny ruch. Zabójca strzelił, bo myślał, że ten sięga po broń. Ostatecznie okazało się, że nie sięgał, bo gnata nawet nie posiadał, ale zawsze mógł takiego mieć. Jego wina, nie trzeba było robić gwałtownych ruchów. 
b) Wersja dziewczyny – mężczyźni istotnie grali w karty, ale gdy jej narzeczony wygrał znaczną ilość pieniędzy, jego przeciwnik wściekł się i z zimną krwią go zastrzelił (dziewczyna zeznając wciąż histeryzuje, wyrywa się i grozi).
Co więc robi nasz Zastępca? Oczywiście aresztuje kobietę za zakłócanie porządku.

Rozpolitykowany
Kobieta trafia do aresztu, ale nie chce podpisać kłamliwego raportu sporządzonego przez Zastępcę. Szeryf, na pytanie gracza do jakich granic może się posunąć przy „przekonywaniu” jej, odpowiada, że nikt nie będzie za nią tęsknił. Gracz więc natychmiast ją knebluje i zanosi do swojego pokoju hotelowego. W ciągu następnego dnia odbywa jednak rozmowę z Łowcą Nagród, który prostuje – na szczęście! – jego kręgosłup moralny. Skruszony Zastępca wraca do kobiety, odwiązuje ją i wyjaśnia, że zamierza zemścić się na Mastersie i jego ludziach, skończyć z korupcją, przywrócić miastu sprawiedliwość i takie tam bla bla bla. 
Kobieta: Mam Ci uwierzyć? Przecież trzymasz mnie tu związaną bez chleba i wody! Głoduję!
Zastępca: Niezjedzenie kolacji to jeszcze nie głodówka.
No proszę, nawet na Dziwnym Zachodzie cytują naszego Małego Wielkiego Człowieka (że aż pozwolę sobie na użycie indiańskiej terminologii) .

Gadka szmatka
Gracze postanawiają poszukać sprzymierzeńców gotowych wspomóc ich w finałowym starciu z Mastersem (główny badguy opowieści) oraz Kaminskym. Ich zainteresowanie pada na miejscowego barmana. Rozmawia Zastępca, który ma wyższe statystyki.
Barman: Dlaczego miałbym wam pomagać? Powodzi mi się, ludzie Mastersa często i dużo u mnie piją.
Zastępca: (moralizatorsko) Nie chodzi o to, by wszyscy pili.
Barman: Nie, chodzi o to, by wszyscy płacili.
Rzuty na perswazję zakończyły się porażką i gracze musieli ostatecznie radzić sobie sami.

PS Post sponsorowany jest przez literki R, P i G. Jeśli nie wiesz, czym jest gra fabularna, to odsyłam do wikipedii lub wujka google. Względnie możesz poczekać na jakiś mój artykuł z tym związany, ale prędko to on się pewnie tutaj nie pojawi.

2 Komentarze

Cenzurować każdy może, jeden lepiej…

Dobrze,  jako aktywny obrońca IVRP nawet w wakacje mam kupę roboty, bowiem Szatani nie próżnują. Ostatnio nasi rogaci przyjaciele zawitali również na Filmweb, gdzie też zmusili mnie do zareagowania na ich zaczepne komentarze pod artykułem „UE sięga po niemoralne metody promocji kina„. Pokazali w nich prawdziwą klasę, a cała dyskusja dotyczyła poglądów pana Macieja Giertycha. Klik!, „zgłoś do usunięcia”, wypełnienie pola „twój komentarz” i gotowe. Oto przegląd co ciekawszych opinii naszych internautów zestawionych wraz z moimi  komentarzami. Enjoy.

„Reklama bardzo fajna. A nasz rząd to kpina i trzeba ich pozabijać, bo nie są godni jeść z miski mojego psa, a co dopiero reprezentować nasz kraj. Nie wiem kto na nich głosował i kto ich popiera, ale i dla tych zawsze stosy można dodatkowe ustawić pod pałacem.”

Ojej, jaki on biedny. Obraził się na demokrację, więc teraz wszystkich pozabija. Dobrze, że już za jakieś osiem lat sam będzie mógł głosować i decydować o losach naszego pięknego kraju… Zaraz, czy ja powiedziałem, że to „dobrze”?!

„To jest kretyn. A jego bezmózgi synek to jak powstał? Przez pączkowanie?”

Rozumiem, że określenie „bezmózgi synek” odnosi się tutaj do pana Romana? Jeśli tak, a szanowny internauta nadal bardzo chce wiedzieć, skąd się wziął nasz wicepremier, to polecam film „Narodziny demona”. W końcu znajdujemy się na serwisie filmowym, prawda?

„Ale to jest po.eb!!!”

O! Widzę, że bawimy się w wisielca. To ja poproszę literkę „J” jak „Jeju! Wstawię kropkę w bluzga i przechytrzę wszystkich!”

„Roman, przestań pieprzyć”

Ja wiem, że to cytat z klasyki, ale za moich czasów słowo „pieprzyć” było powszechnie uważane za wulgarne. A tak poza tym, to dyskusja dotyczy Macieja Giertycha. No ale, co w rodzinie to nie zginie.

„Co jest z tymi Giertychami? Czy oni cierpią na jakiś dziedziczony niedorozwój mózgu?”

Nie, zarazili się demokracją.  Wiesz, „każdy ma prawo do wyrażania własnych poglądów” (cytat z podręcznika do medycyny) i te sprawy.

„Giertychow to trzeba odizolowac od spoleczenstwa zamknac w domu bez klamek i raz na tydzien zucac skurke od chleba do jedzenia to moze zmadzeja. filmik widzialem i najbardziej zaszokowal mnie widok jajka na toscie pozatym filmik nie przedstawia nic co nie jest naturalne”

A ja proponuję batożenie. 10 razów za każdy błąd ortograficzny. Może zmądrzeje.

Tyle. I żeby nie było – ja też nie darzę pana Macieja jakąś wielką sympatią, ale uważam, że jeśli krytykować, to kulturalnie i na pewnym poziomie. I radzę to sobie wziąć poważnie do serca, bo cenzor-amator czuwa i nigdy nie śpi.

Dodaj komentarz

%d blogerów lubi to: